23 sierpnia 2010

INNA LEKCJA HISTORII 2010

Piękny - wakacyjny sierpień. Miłe, spokojne i malutkie austriackie miasteczko graniczące z niemieckim landem Bawaria. Słońce świeci a mieszkańcy leniwie snują się po zadbanych uliczkach. Płynąca przez miasto rzeka uspokaja swoim leniwym nurtem. Jest sielsko i anielsko. Nieliczne samochody powoli poruszają się jakby bały się zakłócić panującą ciszę. Uśmiechnięci sprzedawcy - otoczeni kolorowymi i pachnącymi słodyczami zachęcają do wstąpienia do ich malutkich sklepików. Dookoła daje się wyczuć przyjazną atmosferę. Ale to miasteczko... skrywa pewną mroczną historię...


Braunau am Inn... właśnie tutaj urodził się Adolf Hitler...




W tym domu w roku 1889 urodził się i do trzeciego roku mieszkał mały Adolf.
Przed domem mały akcent upamiętniający to wydarzenie:
kamień z obozu koncentracyjnego z napisem przeciwko faszyzmowi.
Jako jedyni Polacy przebywający w tym mieście z wizytacją czujemy się cokolwiek dziwnie. 

Kontynuujemy naszą praktyczną lekcję historii i odwiedzamy Berghof Obersalzberg - dom i jednocześnie rezydencję Adolfa Hitlera w latach 1936 - 1945. Ulubione miejsce Adolfa, przepięknie położone na stoku Obersalzbergu w Alpach Salzburskich. Uwaga - pomimo, że droga jest częściowo asfaltowa - słabsze samochody mogą nie wytrzymać trudów podjazdu o zjeździe nie wspominając. Mała uwaga - jak będziecie już zjeżdżać z powrotem absolutnie nie używajcie hamulców bo pójdą z dymem (przykład mojego szwagra:-).
W czasie wojny Oberslazberg był potężnym i nowoczesnym kompleksem - małym miastem - dla największych dygnitarzy niemieckich wyposażonym w domy, wille, apartamenty, schrony, sztolnie, prywatne bunkry, kina, restauracje, farmy, korty tenisowe, pola golfowe. To właśnie tutaj zapadały najważniejsze decyzje polityczne i tutaj odbywały się największe i najbardziej wystawne bankiety. Pamiętajcie - tutaj Hitler podjął decyzję o inwazji na Polskę! Tutaj Adolf mieszkał z Ewą Braun mając za sąsiadów między innymi: Hermana Goeringa, Martina Bormana i innych wizjonerów nowego świata.
W 1945 roku alianci namierzyli to miejsce i przeprowadzili zmasowane naloty bombowe. Reszty dokonali mieszkańcy i upływający czas (no i trochę ja bo zabrałem stamtąd znalezioną dachówkę).

Choć miejsce to niełatwo dzisiaj znaleźć - nam się udało...

Jesteśmy prawie na miejscu.
Tą drogą Hiler dojeżdżał do swojej rezydencji (ok. 50 metrów stąd).
Oglądając w TV wszystkie archiwalne - czarno-białe filmy z czasów wojny trzeba mieć świadomość, że wojna nie była czarno-biała.
Wtedy też było cudownie zielono jak w ten wakacyjny sierpniowy dzień. 
Idziemy w las w poszukiwaniu pozostałości po Berghofie.
Mamy pierwszy trop. Zachęcam do krótkiej lektury!
Znalezione!
Ale tutaj wysoko w górach... w tej absolutnej ciszy,
wśród drzew, wśród zagubionych w lesie złowrogich betonowych konstrukcji,
które przetrwały do dzisiaj - wyraźnie czuć dziwnie niepokojący powiew historii
a nawet jej zapach.
Zabrałem stąd fragment znalezionej dachówki.

I choć od tamtego czasu minęło ponad 60 lat,
dziwnie jest chodzić tymi samymi dróżkami, którymi spacerował Adolf z Ewą Braun
lub ukochanym psem Blondie.
Taki widok z okna swojego największego salonu miał Adolf (nie było tych drzew, które obecnie zasłaniają widok na całą dolinę i miasteczko Berchtesgaden).
Właśnie za te widoki kochał to miejsce.
Hotel zum Turken - jedyny ocalały budynek po zniszczeniach wojennych.
Czynny do dzisiaj. W czasie wojny przejęli go na swoją bazę gestapowcy.
W podziemiach tego hotelu znajduje się tajne wejście do podziemnego kompleksu bunkrów. Można zwiedzać. Historia nie oszczędziła tego miejsca ale bomby tak.

Wejście do bunkrów.
Bilety sprzedaje staruszka która ma chyba z 80 lat. Wiele widziała
i chciała nam opowiedzieć o tym miejscu.
Niestety nasza znajomość języka niemieckiego nie pozwoliła nam
na rozwinięcie konwersacji - a szkoda... 
Dla zainteresowanych mapka kompleksu Obersalzberg.
Zapraszam do przestudiowania nawet średnio zainteresowanych.
Ta nasza krótka wyprawa szlakami historii była bardzo inspirująca i dość nietypowa. Podążać w wakacje śladami człowieka, który swoimi działaniami doprowadził do śmierci prawie 50 mln osób to (zdaniem mojej rodziny) przeżycie dość osobliwe. Ale kto powiedział, że udany wyjazd wakacyjny to tylko trzygwiazdkowy hotel w Egipcie w opcji all inclusive i hektolitrami wypitego lipnego alkoholu z poznanym w samolocie panem Stefanem z Czeladzi...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz