Jedno z przyjemniejszych uczuć jakiego doznałem zaraz po przyjeździe do Gdańska to... zapach. Podjechaliśmy na parking przy marinie (port dla jachtów, praktycznie w centrum Gdańska)...
Był piękny letni wieczór - wakacyjna atmosfera - wyszedłem po kilku godzinach jazdy samochodem i mając jeszcze w głowie szum silnika głęboko wciągnąłem lipcowe, ciepłe powietrze. Mieszanka zawilgoconego drewna, zabezpieczonego sto lat temu środkami przeciw wilgoci i zapach starych kamienic stojących nad Motławą w połączeniu z letnim, morskim wiatrem od strony morza tworzyły mieszankę wyjątkową. Smaczku dodawał cichy chlupot (o ile w ogóle jest takie słowo) przycumowanych jachtów, miła dla ucha cisza przecinana krzykami rybitw (których nie słyszałem już chyba ze sto lat) i żuraw gdański w zasięgu wzroku.
Miłych wydarzeń ciąg dalszy... właśnie taki widok z okna i tarasu miał nam towarzyszyć przez najbliższych kilka dni - a to znaczy, że znowu dobrze wybrałem...
| Wychodzę na taras i wyłączam myślenie - wystarczy, że patrzę i słucham... |
| Za dnia. |
| Wyjątkowo dobrze "ustrzelony" apartament - jest jeszcze kuchnia ze zmywarką, łazienka z dużymi lustrami a pod nami stoi na parkingu nasz samochód do którego bezpośrednio zjeżdżamy windą. |
Inna sprawa to duch miasta - moim zdaniem - tego Gdańskowi trochę brakuje i w konfrontacji na przykład z Krakowem raczej przegrywa.
Atutem Gdańska jest z pewnością wiele miejsc, uliczek, bram i kierunków które możesz obrać na spacer, ale staraj się obracać raczej w obrębie starej części Gdańska - wyjście poza obręb powoduje, że czar pryska a Gdańsk zamienia się w zwykłe, typowe miasto.
GDAŃSK - GŁÓWNE ATRAKCJE...?
Przyjeżdżasz do Gdańska i zastanawiasz się co powinieneś zobaczyć najpierw?
Gdańsk nie słynie z jakichś kluczowych miejsc czy zabytków, które musisz zobaczyć natychmiast (już i teraz).
Więc zaczynamy od zapoznania się z rozebranym do naga, nieogolonym gościem, który pośrodku miasta wymachuje widłami - ja się pytam gdzie jest straż miejska?!
Neptun - bo tak na niego wołają, stoi na najbardziej reprezentacyjnej ulicy Gdańska - Długi Targ.
Ulica dość atrakcyjna, wbrew nazwie, stosunkowo krótka, ale za to szeroka, otoczona zadbanymi kamienicami z kolorowymi, miłymi dla oka elewacjami.
Wzdłuż ulicy znajduje się sporo restauracji z cenami zdecydowanie celowanymi w niemieckich turystów, którzy od 1939 roku chętnie odwiedzają Gdańsk.
Gdańsk nie słynie z jakichś kluczowych miejsc czy zabytków, które musisz zobaczyć natychmiast (już i teraz).
Więc zaczynamy od zapoznania się z rozebranym do naga, nieogolonym gościem, który pośrodku miasta wymachuje widłami - ja się pytam gdzie jest straż miejska?!
Neptun - bo tak na niego wołają, stoi na najbardziej reprezentacyjnej ulicy Gdańska - Długi Targ.
Ulica dość atrakcyjna, wbrew nazwie, stosunkowo krótka, ale za to szeroka, otoczona zadbanymi kamienicami z kolorowymi, miłymi dla oka elewacjami.
Wzdłuż ulicy znajduje się sporo restauracji z cenami zdecydowanie celowanymi w niemieckich turystów, którzy od 1939 roku chętnie odwiedzają Gdańsk.
Nie sposób przejść obojętnie obok ulicznych artystów grających na różnych instrumentach a szczególnie na emocjach spacerujących.
| I jak tu przejść obojętnie... |
Po kilku minutach możesz się już przenieś na Długie Pobrzeże aby zaliczyć kolejną kontrowersyjną atrakcję Gdańska (jakby to napisać): stary dźwig elegancko zwany Żurawiem Gdańskim.
Na pytanie dzieciaków: co to jest ten Żuraw, że taki niby sławny, ochoczo zabierasz się do odpowiedzi i stwierdzasz z niepokojem, że to... dźwig który kiedyś ładował mąkę i inne towary na statki, hmmm... atrakcja?
Samo Długie Pobrzeże jest z kolei moim ulubionym miejscem spacerów. Woda, stateczki, tłumy turystów, cały czas coś się dzieje i cały czas jest inaczej. Lody, gofry, rurki z kremem... polubiłem to miejsce... I lubiłem się tu szwendać, zwłaszcza w nocy.
W kamienicach Długiego Pobrzeża co jakiś czas znajdujesz ciekawe bramy i przejścia które wyprowadzają cię czasami w zaskakująco ciekawe i nieoczekiwane miejsca. Jedna z takich bram przeniosła nas do krainy bursztynu na niezwykle klimatyczną uliczkę Mariacką...
ULICA MARIACKA... must see
Ulica Mariacka określana jest mianem najpiękniejszej ulicy Gdańska i choć (jak w każdym przypadku) zdania są podzielone - coś w tym jest. Ostrożnie z zakupami pamiątek! - bursztyn osiąga tutaj zawrotne ceny. Mnie spodobał się żaglowiec wykonany z bursztynu, trochę się koło niego pokręciłem i zapytałem o cenę... uwaga: 4500 zł!!! Zapytałem ekspedientkę: - dla kogo to jest? a ona mi na to prosto w oczy: - dla Rosjan.
Na szczęście Gabi spodobała się bransoletka za... 12 zł.
Jeśli będziecie w Gdańsku - Mariacka warta jest spaceru, choć jak nie przygotujesz się do wyjazdu to możesz ją przegapić.
(Podobno ulica Mariacka najpiękniej wygląda zimą, w kolorach bieli, zimna, bez turystów, z hulającym wiatrem w klimacie ulicy Pokątnej z Harry Pottera). Coś w tym musi być.
PGE ARENA - EUROPEJSKIE ASPIRACJE
Pora na najważniejszy wg Mateusza punkt wyjazdu: PGE ARENA czyli najnowszy stadion wybudowany na EURO 2012. Prawie fachowym okiem mogę stwierdzić, że jest to jeden z ładniejszych stadionów w Polsce z aspiracjami dołączenia do grona obiektów klasy europejskiej. Jest możliwość zwiedzania stadionu z przewodnikiem, zalążek fun shopu (jeszcze dość ubogi) z gadżetami Lechii Gdańsk ale przede wszystkim sam stadion jest ładny w dzień - co rzadko się zdarza - bo stadiony najpiękniej wyglądają po zmroku, zwłaszcza gdy odbywa się na nich jakiś mecz. Negatywnym przykładem może tutaj być stadion we Wrocławiu który za dnia wygląda (szukam odpowiedniego słowa...) niech będzie - brzydko. Wchodzimy? Jasne.
| Bardzo skromny fun shop Lechii Gdańsk. |
| PGE ARENA - litery tego napisu mają wysokość 8 m a cały napis długość 35 m. |
| Ołtarz w kaplicy stadionowej dla piłkarzy. Kaplica w Gdańsku jest wielowyznaniowa i posiada symbole wszystkich głównych wiar na świecie. |
| Na razie ciągle jako turysta... |
| Oczywiście to nie jest podstawowa pozycja Mateusza jego w klubie:-) |
| 43 615 miejsc dla kibiców, świetna widoczność. Ten stadion da się lubić. Szkoda, że 600 km od nas - i na mecze raczej tu nie będziemy przyjeżdżać. |
ŁYK HISTORII - ALE CZY PRAWDZIWEJ?
Czas na łyk historii. O Westerplatte słyszał chyba każdy - no może za wyjątkiem Mateusza:-) więc postanowiłem go trochę uświadomić i spróbować uzmysłowić skalę problemu jakim była obrona Westerplatte. Jednak próba naszkicowania tamtych wydarzeń powodowała w moich dzieciakach natychmiastowe odruchy ziewania i mgliste choć ironiczne spojrzenie.
Więc wydałem rozkaz... na gofry marsz i przywróciłem wakacyjny nastrój.
Pozostała mi w głowie jednak mała wątpliwość - czy to możliwe, że II wojna światowa będzie kiedyś dla następnych pokoleń tak mglistym i nic nie znaczącym wspomnieniem jak dzisiaj bitwa pod Grunwaldem?
Pozostaje jeszcze jeden aspekt - jak to na prawdę z tą obroną Westerplatte było? - kto był bohaterem a kto się posypał ze strachu.
Nazwisko Sucharski - znane jest chyba każdemu (przynajmniej ze słyszenia), nawet w Pszczynie jest ulica tego majora. Jeśli w czasie lekcji historii w podstawówce nie grałeś akurat w kółko i krzyżyk lub nie wpatrywałeś się bezmyślnie w okno to chyba dotarło do ciebie, że to właśnie on był tym największym bohaterem Westerplatte.
Lata mijają i okazało się, że Heniek jednak nie wytrzymał presji, popełnił mnóstwo błędnych decyzji i został odsunięty od dowodzenia bo chciał poddać placówkę. Oszalałego ze strachu majora podobno trzeba było przywiązać do łóżka i zamknąć. Zastąpił go nikomu raczej dzisiaj nie znany kapitan Dąbrowski, który skutecznie przez 7 dni odpierał niemieckich turystów.
Heniek przeżył wojnę i wyjechał do Włoch gdzie spotkał się z Melchiorem Wańkowiczem. W czasie wzajemnych spotkań, pijąc włoskie wino bajdurzył mu jak dzielnie bronił Westerplatte sobie przypisując wszystkie zasługi. Wańkowicz wysłuchał go i napisał książkę "Westerplatte", no i poszło. Co ciekawe ówczesne władze podchwyciły temat i świadomie promowały Heńka i jego kłamstwo - bo tak było propagandowo słusznie.
Czy historią można manipulować? - widać można.
A czy dowiemy się jak było na prawdę? Raczej nie - w tym roku umarł ostatni obrońca Westerplatte.
Ale pamiętajmy (że wejdę w zbyt poważny ton) - że historia to nie tylko zapisane kartki podręczników!
| Witam państwa w konkursie audiotele. Pytanie nr 1 - ile kosztuje bilet na statek na Westerplatte? |
| Na Westerplatte najlepiej dostać się statkiem wycieczkowym w miłym towarzystwie starszych, uśmiechniętych pań. |
| Po drodze mijamy stocznię Gdańską. Pogoda wyśmienita - a sam rejs bardzo miły. Naocznie stwierdziłem, że stocznia działa i cały czas coś tam się dzieje. |
| Pomnik obrońców Westerplatte. |
| Pakt o nieagresji podpisany. (Ale został złamany szybciej niż podpisany) Czasami relacje między moimi dzieciakami przywołują mi na myśl wojnę trzydziestoletnią;-) |
GDYNIA - BEZ EMOCJI.
Gdynia nie zasługuje na więcej niż siedem zdań i cztery zdjęcia. Obowiązkowe pozycje: ORP Błyskawica i Dar Pomorza - takie tam, dużo szumu o nic. W sumie sam port jest dość ładny i całkiem spory więc można się przespacerować (wycieczkę statkiem można pominąć). Akwarium morskie odpuściliśmy bo wyglądało totalnie niezachęcająco. Wokół portu dziesiątki smażalni ryb - my trafiliśmy na znakomitego dorsza:-) Poza portem - Gdynia wygląda jak Siemianowice Śląskie.
Raczej tam nie wrócimy.
| ORP Błyskawica - historycznie na prawdę ważny okręt niszczyciel. |
| "Dar Pomorza". |
| Rejs statkiem po porcie Gdyńskim - za tą latarnią jest wyjście na pełne morze. |
HEL(p) - ZA CIEPŁO.
Hel zaliczyliśmy w telegraficznym skrócie - dopłynęliśmy tam statkiem z Gdańska. Wysoka temperatura i afrykańskie słońce nie sprzyjało zwiedzaniu. Nie dotarliśmy nawet do latarni, do fokarium była kolejka na prawie godzinę a na plaży był tłok jak w tramwaju z Bytomia do Chorzowa.
Hel jest jakiś taki odrobinę odcięty od świata ale ma to swój niezaprzeczalny urok. W czasie wakacji jest tam mnóstwo ludzi - kolorowo i gwarnie ale strach pomyśleć jak tam jest po sezonie gdy wszyscy wyjadą - pusto jak w indeksie Mateusza do bierzmowania.
| My płyniemy - Ania już odpłynęła. |
SOPOT (ą - ę)
Sopot - idealne miejsce na lans i na bywanie. Ale czy na odpoczynek?
Miasto, które ma w sobie zdecydowanie za mało luzu i zdecydowanie za wysokie ceny na Monciaku. Wejście na molo nadal płatne ale spacery po nim ciągle urokliwe i przywołujące wspomnienia - zwłaszcza po zachodzie słońca. Woda w morzu brudna i pełna glonów - zakaz kąpieli wisiał na włosku. Plaża odrobinę zaniedbana.
Sopot to raczej na przemysłową skalę przedsiębiorstwo komercyjne, sztywne jak harcerskie skarpetki po obozie. Wieczorami żądni "bywania" celebryci zapełniają "kultowe" restauracje nieustannie głośno się śmiejąc a spod ***** gwiazdkowych hoteli z piskiem opon (po co?) ruszają modele od A5 w górę.
Wiem co mówię bo z perspektywy budki z hot-dogami wszystko było świetnie widać;-)
Więc jeśli szukasz wypoczynku w czystej formie, chcesz poczuć prawdziwą wakacyjną atmosferę i zjeść rybkę z frytkami za 12,50 zł omijaj Sopot szerokim łukiem.
My na zakończenie dnia wyruszyliśmy z Sopotu do Gdańska plażą. Siedem kilometrów boso po piasku było wyjątkową frajdą choć chwilami, ze względu na wizualnie nie zmieniający się widok, dość monotonną. Dotarliśmy zmęczeni po zmroku.
| Nostalgiczne wspomnienia spod dyskoteki w Sopocie gdzie Gabi szalała z koleżankami w latach 80-tych. Boys, boys, boys... |
| Lans pod Grand Hotelem. |
| Solo na molo. |
| Atrakcje na sopockiej plaży. |
STOCZNIA GDAŃSKA
Stocznia Gdańska - kawał najnowszej historii naszego kraju.
Historycznie ważnym obiektem na terenie stoczni jest sala BHP gdzie Lechu "szumiał". Dzisiaj zamieniona jest na swego rodzaju muzeum z pamiątkami związanymi z Solidarnością. Generalnie nic ciekawego choć niektóre fakty związane z latami 80-tymi i stanem wojennym szokują. Zwiedzanie nieodpłatne.
Chodzimy, oglądamy, a nasze dzieciaki popijając zimne frugo, w butach NIKE, z Ipadem w plecaku i z telefonem komórkowym w dłoni robiąc akurat wpisy na facebooka, nie dowierzają, że wtedy nie było TESCO a kupno cukru było surwiwalową przygodą gdzie trzeba się było wykazać nie lada sprytem i przebiegłością.
Zresztą pamiętacie, że kiedyś nie używało się słowa "KUPIŁEM" lecz bardziej "ZAŁATWIŁEM" - to oddaje ducha tamtych czasów.
Dziwne czasy, z których pamiętam różne dziwne rzeczy jak na przykład zakup przez moich rodziców meblościanki: Do mojego taty wieczorową porą zadzwoniła (na czterocyfrowy wtedy numer telefonu: 41-72) kierowniczka sklepu meblowego i przekazała tajną informację, że rzucili meblościanki i czy chcemy? Oczywiście tata - bez jakiegokolwiek pytania o kolor, rozmiar, wykończenie, błyskawicznie podjął decyzję - BIERZEMY. Żadnego wybrzydzania, szukania, wybierania, mierzenia. Ot tak po prostu.
Wiem wiem, dzisiaj jedziecie do czterech salonów meblowych i przez tydzień nie potraficie znaleźć dla siebie odpowiedniego krzesła do biurka:-)
I pomyśleć, że to za moich (naszych) czasów było.
Dopiero z perspektywy tego muzeum, zdjęć, dokumentów i listów można świadomie zauważyć to, co na co dzień nam umyka - dzisiejsze czasy i tamte lata to dwie różne bajki (mniej więcej jak Miś uszatek vs. Madagaskar).
| Przed stocznią. |
| Postulat nr 22 - likwidacja szkół, nauczyciele na księżyc. |
| Sala BHP. |
Z WIEŻY.
Warto wspiąć się na wieżę ratusza gdańskiego lub jeszcze lepiej Bazyliki Mariackiej (choć schodów nie mało) aby rzucić okiem na panoramę Gdańska. Wasz trud wspinaczki zostanie sowicie wynagrodzony a wiatr od morza schłodzi wasze rozgrzane ciała.
| Widok na Długi Targ - główną ulicę Gdańska. |
GDAŃSK PO OMACKU.
Po zmroku wszystko jest piękniejsze (kobiety również;-) Bez zbędnego gadania sami oceńcie Gdańsk by night:
| Długi Targ. |
| Dwór Artusa i inne kolorowe kamienice. |
| Wiadomo. |
| Ratusz Gdański. |
| Długie Pobrzeże. |
OKRUCHY
| Wszystkie kolory lata. |
| Na wakacjach nie zawsze jest wesoło. |
| Letni wieczór na malowniczym molo w Brzeźnie. |
| Jeden z największych polskich astronomów. Generalnie gość miał też wielki browar więc chyba wszystko jasne dlaczego cały czas bujał w kosmosie. |
| Do zobaczenia następnym razem. |
Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń